Recenzja z Prymasa

RECENZJA FILMU „PRYMAS. TRZY LATA Z TYSIÄ„CA.”
RozwiÄ…zanie problemu „Jak przedstawić postać królewskiego hierarchy w filmie fabularnym?”, które przyjÄ™li twórcy filmu „Prymas. Trzy lata z tysiÄ…ca” jest zaskakujÄ…ce. Również efekt, jaki zdoÅ‚ano uzyskać, zniweczyÅ‚ w przeważajÄ…cej mierze teoretyczne obawy i uprzedzenia. Ale wÄ…tpliwoÅ›ci pozostaÅ‚y, a także zrodziÅ‚y siÄ™ nowe. Wszystkie majÄ… źródÅ‚o w tym, że osobistość historyczna tej rangi oraz dobrze udokumentowane wydarzenia z jej życia z trudem poddajÄ… siÄ™ modelunkowi zmieniajÄ…cemu dobrze znane skÄ…dinÄ…d realia, fakty, sceneriÄ™- nawet wtedy, gdy zabiegi te majÄ… na celu odsÅ‚oniÄ™cie głębszej istotowej prawdy i spotÄ™gowanie ekspresji. Bezceremonialne traktowanie nawet drugorzÄ™dnych skÅ‚adników historycznej rzeczywistoÅ›ci, zwÅ‚aszcza jeÅ›li jest ona stosunkowo Å›wieża, nieodlegÅ‚a, musi spowodować rozmaite konfuzje. I nie ma tu wiÄ™kszego znaczenia, że dla znacznej, mÅ‚odszej części widowni nie jest to istotne. PrzeszÅ‚ość zobowiÄ…zuje; ta zaÅ›, z której bezpoÅ›rednio wyrasta nasza teraźniejszość, wymaga szczególnej pieczoÅ‚owitoÅ›ci. Dezynwoltura bywa uzasadniona w niektórych tylko przypadkach, na przykÅ‚ad komediowym nastawieniu do przeszÅ‚oÅ›ci.
Sposób potraktowania przez twórców filmu historycznego pierwowzoru tytuÅ‚owej postaci, wydarzeÅ„ z okresu jej uwiÄ™zienia, sygnalizuje podtytuÅ‚: „Trzy lata z tysiÄ…ca”. Jest to czytelny sygnaÅ‚, że Prymas TysiÄ…clecia stanie siÄ™ w tym ujÄ™ciu figurÄ… w pewnej mierze symbolicznÄ…, a tematem filmowej opowieÅ›ci bÄ™dÄ… w znacznym stopniu wydarzenia bardziej należące do tysiÄ…cletnich dziejów KoÅ›cioÅ‚a w Polsce niż do osobistej historii jego przywódcy w decydujÄ…cym dla jego losów okresie. Sugestie te skutecznie wzmacniajÄ… pierwsze pojawiajÄ…ce siÄ™ na ekranie obrazy. Czołówkowa sekwencja obrazujÄ…ca represje wÅ‚adzy wobec polskiego KoÅ›cioÅ‚a w czasach stalinowskich stanowi symbolicznÄ… kreacjÄ™ – jest swego rodzaju syntezÄ…, bardzo ekspresyjnym skrótem wieloÅ›ci zdarzeÅ„ analogicznych do filmowanych tu na zbliżeniach i dynamicznie montowanych; bardzo konkretnych a zarazem odrealnionych. Rabunek koÅ›cielnych Å›wiÄ™toÅ›ci, wotywnych darów, paramentów objaÅ›nia podpis, który jednemu ciÄ…gowi aktów gwaÅ‚tu i grabieży przyporzÄ…dkowuje naraz aż trzy miejsca akcji, trzy polskie miasta, ich sanktuaria i klasztory. Nieco później duże wrażenie robi symboliczna również scena aresztowaÅ„ księży, którzy pojawiajÄ… siÄ™ na ekranie niczym zjawy wywoÅ‚ywane do wiÄ™ziennego apelu w jakiejÅ› nierzeczywistej przestrzeni.
To bardzo mocne strony filmu. Jest ich zresztÄ… wiÄ™cej. KÅ‚opoty zaczynajÄ… siÄ™ tam, gdzie historyczny konkret jest Å›wiadomie pomijany, parafrazowany, znieksztaÅ‚cany. Åšwiadomie – ale niejednokrotnie nie wiedzieć czemu. Dlaczego na przykÅ‚ad wydarzenia, które w rzeczywistoÅ›ci rozgrywaÅ‚y siÄ™ w trzech miejscach uwiÄ™zienia: RywaÅ‚dzie koÅ‚o Lidzbarka, Stoczku WarmiÅ„skim i Prudniku ÅšlÄ…skim zlokalizowane zostaÅ‚y w jednym umownym miejscu i symbolicznej scenerii? UjÄ™cia takiego nie tÅ‚umaczy dostatecznie ani to, że część oglÄ…danych na ekranie wydarzeÅ„ jest owocem inwencji scenarzysty, Jana Purzyckiego, ani też dążenie do uzyskania okreÅ›lonych efektów plastycznych czy swoistego klimatu rozgrywanych scen. PojawiajÄ…ca siÄ™ po koniec filmu na ekranie informacja, że prymas przeniesiony zostaÅ‚ do KomaÅ„czy, staje siÄ™ w tym kontekÅ›cie nie tylko niekonsekwentna, ale i mylÄ…ca dla wszystkich, którzy caÅ‚a wiedzÄ™ o latach uwiÄ™zienia kardynaÅ‚a WyszyÅ„skiego chcieliby czy bÄ™dÄ… mogli czerpać tylko z filmu